piątek, 6 lutego 2015

Chapter Two

Dreptałyśmy zaśnieżonymi ulicami Doncaster. Każdy sklep, drzewo, napis, nawet asfalt nie pozwalał mi zapomnieć o rzeczach, które się w tych miejscach lub obok nich wydarzyły. Nie płakałam. Nie miałam siły. Dzisiaj zjadłam jedynie kanapkę na śniadanie, a na obiad gofra z truskawkami. Moi rodzice próbują mnie namawiać, abym jadła i piła więcej, lecz nie mogę. Po prostu nie daje rady przełykać jedzenia. 
- Rachel? - usłyszałam delikatny głos, dzięki czemu podniosłam gwałtownie głowę. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że gdyby nie moja przyjaciółka, przegapiłabym cmentarz. Zatrzymałam się i wróciłam parę kroków do tyłu. Teraz stałam koło dziewczyny i naprzeciw wejścia na te okropne miejsce. 
- Przepraszam... - wydusiłam - Zamyśliłam się.
Pokiwała mi na znak, że wie o czym mówię, a później obydwie przeszyłyśmy przez bramę. Kiedy doszłyśmy do odpowiedniego grobu, Jade wyjęła ze swojej torby dwa znicze, a ja zapałki. 
Ona zapaliła pierwszy, czerwony z literką "L", a ja biały z literką "T".
Nie dałam rady. Opadłam na ławeczkę i po raz kolejny przeczytałam napis na nagrobku, który już prawie znałam na pamięć jak pieprzoną regułkę.


"Zawsze będziemy pamiętać leżącego tutaj Louis'ego. Może i zginął tragicznie, z powodów, których nie pragniemy niż niczego innego znać, lecz Ci, którzy go kochali, będą go kochać dalej. Spoczywaj w pokoju, mamy nadzieję, że masz się dobrze."


Nie panowałam już nad łzami, które jedna za drugą spływały z kącików moich oczu. Zakryłam twarz dłońmi i cicho szlochałam, ponieważ nie było mnie stać na nic innego. Poczułam rękę na swoim ramieniu. Nie zmieniłam pozycji, bo dobrze wiedziałam, iż należy ona do siostry mojego chłopaka. 
- Rachel, popatrz na mnie. - niechętnie spojrzałam w górę. - On dalej Cię kocha. Jest tu teraz z nami i zawsze będzie. Szczególnie dla Ciebie. Kochał Cię bezgranicznie i zawsze chciał Cię bronić. Nie chciałby żebyśmy tak długo nad nim płakały. Więc musimy się w końcu ogarnąć. Zacząć od nowa. Nie wyrzucać go z naszej pamięci, ale jednak funkcjonować normalnie. Trzymajmy się razem, a wszystko będzie jak trzeba. - uśmiechnęła się delikatnie. 
Oczywiście, że miała rację. I chciałam spróbować. Chciałam spróbować zacząć wszystko od początku, Ułożyć sobie życie. Ale on zawsze w nim pozostanie. Głęboko w moim sercu. 

                                                           ~* Tydzień później *~

Wróciłam na studia, które opuszczałam przez te okropne trzy tygodnie. Uzupełniłam zaległości i jestem ze wszystkim na bieżąco. Ja i Jade dostałyśmy ogromne wsparcie od znajomych, co mnie zadziwiło, ale też poczułam się wspaniale. Pozbierałam się w sobie i nie płaczę już tak często. Regularnie chodzę na cmentarz i zostawiam tam po sobie ślad. Wydaje się, że wszystko wróciło do normy...
Pewnego dnia, znów wybrałam się zaświecić znicz, który tak bardzo mi się spodobał. Od razu gdy go zobaczyłam, wiedziałam, że muszę go kupić. Miał wykonanie na podstawie flagi Wielkiej Brytanii. Wiem jak bardzo kochał nas kraj. Jednak to był tylko szczegół. Napis, jaki znajdował się na nim...urzekł mnie.

"Ci, których już nie ma, zawsze wiedzą najlepiej."

To może nic specjalnego, ale ma znaczenie. Przynajmniej dla mnie - bardzo duże.
Zapaliłam zapałkę, niestety ta zgasła. Włożyłam ja z powrotem do pudełka i wyciągnęłam następną. Gdy ta odpaliła, szybko przeniosłam ją na knotek od wkładu. Zamknęłam znicz i usiadłam na znanej mi już ławeczce.
Nagle wszystkie te uczucia po raz kolejny powróciły. Oczy zaszły mi łzami, ale tym razem postanowiłam powiedzieć swoje, nawet jeśli ktoś tutaj jeszcze jest.
- Dlaczego mnie zostawiłeś? - spytałam, Wiem, że mnie słyszy. - Dlaczego nie powiedziałeś mi o swoim problemach? Może mogłabym Ci pomóc? - i tutaj skończył się mój cichy ton. Coś się we mnie rozpaliło. Z rozpaczy przyszedł czas na złość. Wściekłość.
- Twoje zasrane interesy Cię zniszczyły! Kochałam Cię! Kocham Cię! A ty mnie zostawiłeś! Nie radzę sobie...nijak! Boże, sama nie wiem czy bardziej za tobą tęsknię czy nienawidzę!
Gorzkie łzy płynęły strumieniami po moich policzkach. Nie musiałam patrzeć w lustro, aby wiedzieć, że moje oczy były czerwone, a makijaż zrujnowany.

                                                                          ~*~

Siedziałam przy biurku, odrabiając pracę domową z algebry. Na dworze było już ciemno więc nie zdołam pójść kupić nawet nowego znicza. Claris była od paru minut jakaś niespokojna. Wpatrywała się w jakiś punkt za oknem nieustannie. Jak nigdy. Nie interesowałam się tym, póki nie zaczęła syczeć. Wystraszyłam się, więc postanowiłam otworzyć okno i zobaczyć co jest na zewnątrz.
 Momentalnie na niebie pojawiły się błyskawice, a z nieba spadały wielkie krople deszczu.
Burza.
Nie, to wcale nie jest dziwnie i przerażające.
Rozejrzałam się, jednak nie dostrzegłam niczego godnego uwagi. Gdy chciałam zamykać, na parapet spadł kawałek papieru. Zszokowana chwyciłam go i w mgnieniu oka znalazłam się znów na krześle.
Nie wiedziałam czy otworzyć skrawek czy lepiej nie. Zdecydowałam, że to nie był przypadek i muszę zobaczyć co na niej pisze. Może to coś ważnego?
Po przeczytaniu wiadomości, myślałam, że ktoś robi sobie ze mnie jaja.
                                                                 ______________________
                                                                              Powracam xD
                                                                 Jeśli ktoś obecny - komentarz plz!
                                                                      Jak Wam się podoba? :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz