piątek, 20 lutego 2015

Chapter Four

Cichutko weszłam z powrotem do mieszkania i podreptałam zmarznięta do swojego pokoju. Nie wierzę, że właśnie byłam na cmentarzu, ponownie miałam możliwość zobaczyć i pocałować Louis'iego, a rodzice nawet się nie obudzili. 

Nie, żeby mi to przeszkadzało. To wręcz wspaniale!

To jest tak chore! Powinnam teraz główkować i zastanawiać się czy inne dusze także mogą bezwiednie pojawiać się i znikać na ziemi, ale szczerze mnie to nie obchodziło. Liczyło się jedynie to, iż dokłanie piętnaście minut temu przytuliłam swojego chłopaka, za któym tak rozpaczliwie tęskniłam. Jeśli kiedykolwiek powiedziałam, że nie wierzę w cuda - zwracam honor.

Chwyciłam roztrzepana za piżamę i zamknęłam się w łazience. Zrzuciłam śnieżną sukienkę i futerko, a po zmyciu makijażu weszłam pod prysznic. Odkręciłam gorącą wodę, a po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze. Swój cynamonowy żel rozsmarowałam na ramionach i szyi, aby szczegółnie tak dawał ładny aromat. Po odświeżeniu się, wyszłam z łazienki w ubraniu do spania i wysuszonymi włosami. 

Zgasiłam lampkę na szafce i położyłam się do łóżka, pierwszy raz zasypiając tak dobrze i bezproblemowo, wybawiona od złych snów. Koszmary nie powróciły tej nocy. Byłam tylko ja i on. Kiedy około siódmej nad ranem zadzwonił mój budzik, niechętnie opuściłam ciepłą kołdrę, zakładając na nogi kapcie. Wyjątkowo najpierw zeszłam na dół, by zjeść śniadanie, gdyż mój żołądek domagał się jedzenia szybciej, niż zdażyłabym nawet się przebrać. 

W kuchni krzątała się już moja mama. Widząc mój lekki uśmiech na ustach, również uniosła w górę swoje kąciki.

- Ktoś tu ma wreszcie dobry humor. Cieszę się, kruszyno. - podeszła mnie przytulić. 

Whoa. Ona naprawdę nic nie wie. 

- Tak jakoś...to nic takiego, mam lepszy dzień. - oddałam uścisk.

- Powiedz, to tej chłopak, który odprowadził Cię wczoraj do domu po szkole? Jak się nazywa, wygląda na miłego. - zapytała podekscytowana i podała mi talerz z jajkiem sadzonym i tostami. 

Miałam dzisiaj pierwszy wykład o godzinie 10.00, więc mogłam sobie pozwolić na takie śniadanie. 

- To Sean. Nowy przyjaciel. Lubię go, ale nic poza tym. jeszcze się nie wyleczyłam z...- udałam, iż dalej odczuwam tęsknotę po Louis'im, ale było wręcz przeciwnie. 

Dziś znów go zobaczę. Tym razem tutaj, w domu. 

- Rozumiem. Mogłabyś zaprosić go na obiad. Taty nie będzie, ma ważną konferencję za miastem. - usiadła naprzeciw mnie i również zaczęła jeść. 

- Cóż, nie widzę problemu. - myślę, że to świetnie, gdyby moja mama poznała Seana. Jest dobrym chłopakiem, a na uniwersytecie nie mam wiele znajomych oprócz niego i Jade. 

- Cudownie! - zaklaskała.

Zaśmiałam się na jej reakcję i podziękowałam za jedzenie wstając od stołu. Poszłam na górę, wybrać coś do ubrania na ten dzień. Miałam mieć dwie godziny wychowania fizycznego, dlatego zdecydowałam się po prostu na rurki i bluzę, łatwe do przebrania. Nie fatygowałam się z make-upem, przejeżdżając tylko błyszczykiem po ustach. Spakowałam książki do torby i kiedy miałam wychodzić z pokoju, usłyszałam w mojej głowie:

"Myślisz, że wszystko będzie takie idealne, księżniczko?"

Złapałam się za pulsującą skroń i zmarszczyłam brwi. 

Co to do jasnej cholery miało być?

Odetchnęłam i gdy nie usłyszałam ponownie już dziwnego, przerażającego głosu, zdezorientowana zeszłam do przedpokoju. 

Może tylko mi się wydawało. 

Zarzuciłam płaszcz na ramiona i żegnając się z mamą wyszłam z domu. 

Na dworze robiło się z dniem coraz cieplej. Cieszyłam się z tego powodu, iż uwielbiam obserwować jak wszystkie rośliny rodzą się do życia, ptaki powracają z ciepłych krajów, a słońce przygrzewa mocniej. 

Zajęcia minęły mi zaskakująco przyjemnie, może dlatego, że Jade poznała Seana, olubiła go tak samo jak ja, a ten zgodził się na obiad ze mnąi moją mamą. Zaprosiłam też Jade, lecz odmówiła z powodu wizyty u psychologa. Niewiele brakowało do także moich odwiedzin u Mrs.Mocha. 

Wracałam z przyjacielem przez szare ulice Doncaster. Rozmawialiśmy o rzeczach, które chcielibyśmy o sobie wiedzieć. 

- Um...a jak relacje towarzyskie? Masz chłopaka? - spytał nagle a ja chwilowo zamarłam. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Powiedzieć prawdę, czy skłamać. 

- Został zastrzelony jakiś miesiąc temu. - posmutniałam. Bo może i znowu jest ze mną, ale to nie zmienia faktu, że nadal nie żyje. 

- Prze-praszam, nie wiedziałem... - zmarszczył brwi

- Nie przepraszaj. - usmiechnęłam się. - Ciągle próbuję przyswoić się do tego, co się stało. 

Między nami panowała cisza, dopóki nie podeszliśmy po mój dom. Otworzyłam drzwi i po zdjęciu przez nas zbędnych ubrań i butów, zaprowadziłam go do kuchni. Moja rodzicielka odwróciła się, a na jej twarzy zapanował wielki uśmiech. 

- Witaj, skarbie - przytuliła mnie. - A ty jesteś pewnie Sean, cześć. 

 W przeciwieństwie do innych nastolatków, nigdy nie wstydziłam się mojej matki. Była dla wszystkich bardzo sympatyczna i zabawna, ale nie upokarzała mnie zdjęciami z dzieciństwa, ani opowieściami. 

- Zgadza się, ogromnie miło mi panią poznać. - ucałował jej dłoń. Ten spryciarz serio jest flirciarzem!

Usiedliśmy na swoich miejscach, a po podaniu pysznej - jak zwykle - porcji sałatki greckiej i kotleta schabowego, dołączyła do nas i kobieta. 

Rozmawialiśmy we trójkę podczas obiadu jaki i po nim. Po godzinie, chłopak oznajmił, że musi się zbierać, więc odprowadziłam go pod drzwi i pożegnałam. 

Pomogłam mamie sprzątać i przy okazji wsłuchiwałam się w jej pochwały na temat Seana. Niestety wyłączyłam się po słowach "Byłoby wspaniale, gdybyście byli parą"

Po wsystkim wróciłam pod swoje skromne progi i stwierdzając masę czasu i brak jakiegokolwiek stresu, chwuciłam ulubioną książkę. 

"Twoje szczęście nie potrwa tak długo, jak się spowiedzasz"

Po raz kolejny tego dnia poczułam ból i usłyszałam TEN głos. Teraz lepiej wiem, że to jednak nie było przesłyszenie. Męska chrypka pojawiła się w mojej głowie i nie wiem o co może chodzić. 

Ale te słowa to zdecydowanie to, co najbardziej wywołało dreszcze na moich placach. 

                                               _________________________________

hejka naklejka lol

W tym rozdziale praktycznie nic się nie dzieje, ale jednak coś tam coś tam.... :D

jak myslicie do kogo należy głos w głowie Rachel? :o

Dostanę chociaż komentarz za te wypociny? :)

All the love xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz