czwartek, 28 sierpnia 2014

Chapter One

   Wracając z rodzicami z cmentarza, szłam zaśnieżoną dróżką prowadzącą do mojego domu. Byłam kilka kroków przed nimi. Może dlatego, że nie chciałam, aby kolejny raz patrzyli jak zalewam się łzami, czy po prostu chcę być sama. Mroźne powietrze wiało mi twarz, sprawiając, że moje mokre ślady o mało co nie zamieniały się w sople lodu. Ręce miałam schowane w kieszeniach mojej czarnej, grubej kurtki. Ciągle maszerowałam ze spuszczoną głową, co powodowało, iż moje długie, ciemne włosy pałętały się na mojej buzi. Ciężko stawiałam kroki, jednak nie poddawałam się i idąc dalej pozwalałam moim łzą dalej spływać.
Zapytacie - Dlaczego? 
Dlaczego wracam z cmentarza z rodzicami, chcę być sama, płaczę i jestem ubrana na czarno?
Otóż dokładnie 6 dni temu, dowiedziałam się o czymś, co odmieniło moje życie. Na gorsze.
Uczyniło je pozbawione kolorów, szczęścia, miłości. Ochoty do czegokolwiek.
Dowiedziałam się, że osoba, za którą to ja wskoczyłabym w ogień; nie żyje. Tą osobą był mój chłopak. Nazywał się Louis Tomlinson. Miał zaledwie 22 lata. Jak twierdzą "specjaliści" powodem zgonu było postrzelenie. Tylko jedno mnie zastanawia. Co on miał wspólnego ze strzelaninami?!
Nigdy nic mi nie powiedział, ale teraz raczej też niczego się nie dowiem. Mogę jedynie siedzieć i wypłakiwać oczy. Ten chłopak zmienił mnie. Wszystko zmienił. Pokazał, że należy cieszyć się tym, co mamy. Dalej mam przed  oczami obraz trumny, a w środku mojego Lou. On leży teraz sześć metrów po ziemią, a ja jestem tu. Jestem tu, a chcę być z nim. Przez te parę dni różne pomysły przychodziły mi do głowy. Nie było one inteligentne, ale wydawało mi się, iż to jedyne wyjście. Nie wyobrażam sobie teraz związać się z kimś innym, niż z nim. Kochałam, kocham i będę kochać tylko jego. Nawet za milion lat.

                                                                       ***

   Gdy doszliśmy do lokalu, w którym miała odbyć się stypa (nienawidzę tego słowa), usiadłam przy stole koło moich rodziców i obok siostry Louisa, a także mojej najlepszej przyjaciółki. To dzięki niemu się poznałyśmy. Gdyby nie Tommo, pewnie nie miałabym teraz nikogo oprócz mamy i taty. Wymieniłyśmy się słabymi, lecz szczerymi uśmiechami. Widać po niej, że ona również bardzo przeżywała śmierć brata. Na imię miała Jade. Była śliczną dziewczyną. Często zmieniała kolor włosów, co było dla mnie strasznie zabawne ale i szokujące, że potrafi pokazać się na mieście z fioletową głową. Obecni tutaj byli oczywiście co najważniejsze państwo Tomlinson. Trzymali się za ręce odkąd zamknięto trumnę. Reszta tego okropnego dnia minęła rzecz jasna na wspominaniu, co było dla mnie jak cios poniżej pasa. Kilkakrotnie musiałam wyjść do łazienki, aby zmyć i poprawić makijaż. Jade miała podobnie. Jedno wiedziałam na pewno. Nigdy w życiu nie czułam takie pustki.
   Kiedy siedziałam umyta i ubrana w moją piżamę na moim łóżku, postanowiłam, że zrobię coś, czego nie robiłam od momentu, w którym dowiedziałam się o śmierci Louisa. Chwyciłam w dłonie moją gitarę. Ułożyłam je na strunach i zaczęłam grać cicho przy tym podśpiewując.

*I'm standing on a bridge
I'm waiting in the dark
I thought that you'd be here by now
There's nothing but the rain
No footsteps on the ground
I'm listening but there's no sound

Isn't anyone trying to find me?
Won't somebody come take me home

It's a damn cold night
Trying to figure out this life
Won't you take me by the hand
Take me somewhere new
I don't know who you are
But I... I'm with you
I'm with you

I'm looking for a place
I'm searching for a face
Is anybody here I know
'Cause nothing's going right
And everythigns a mess
And no one likes to be alone

Isn't anyone trying to find me?
Won't somebody come take me home

It's a damn cold night
Trying to figure out this life
Won't you take me by the hand
Take me somewhere new
I don't know who you are
But I... I'm with you
I'm with you

Oh why is everything so confusing
Maybe I'm just out of my mind
Yeah yeah yeah...

It's a damn cold night
Trying to figure out this life
Won't you take me by the hand
Take me somewhere new
I don't know who you are
But I... I'm with you
I'm with you

Take me by the hand
Take me somewhere new
I don't know who you are
But I... I'm with you
I'm with you

Take me by the hand
Take me somewhere new
I don't know who you are
But I... I'm with you
I'm with you
I'm with you...*
   
   Gdy skończyłam, odłożyłam instrument na miejsce. Zauważyłam, że przywędrowała do mnie moja ruda kotka - Claris. Louis wymyślił dla niej imię. Widzicie? Wszystko mi o nim przypomina. Wzięłam zwierzątko na ręce i obróciłam tak, że leżała na pleckach. Uśmiechnęłam się lekko i odłożyłam ją na moją pościel. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, aby sprawdzić godzinę. Wybiła równo dwudziesta druga. Chciałam już się położyć, by jak najszybciej zakończyć ten chory dzień i rozpocząć nowy. Weszłam po ciepłą pierzynę, a Claris ułożyła się na linii moich bioder. Pogłaskałam ją już ostatni raz.- Dobranoc kocico. - postarałam się o słaby uśmiech. W odpowiedzi otrzymałam tylko krótkie mruczenie. Przymknęłam oczy i prawie od razu zasnęłam. 

                                                                             * 7 dni później *

   Ten tydzień nie minął najgorzej. Dużo widywałam się z Jade, która tak samo słabo jadła, dużo odpoczywała i z prawie z nikim nie rozmawiała. Marzec w tym roku był wyjątkowo zimny. Aczkolwiek śnieg powoli topniał. 
Siedziałyśmy na ławce w parku, gdzie pierwszy raz pocałowałam Louisa. Niesamowite, że było to już 2 lata temu. Zajadałyśmy się w ciszy naszymi goframi. 
- To tutaj pierwszy raz się całowaliśmy - powiedziałam zamyślona.
Jade obróciła głowę w moją stronę i delikatnie się uśmiechnęła, ale zaraz posmutniała. 
- Tutaj zgubiłam moją lalkę, kiedy miałam 5 lat. Znalazł ją. - moja przyjaciółka również skusiła się do rozmyślania.

- Rachel! Zaczekaj! - usłyszałam za sobą głos osoby, której od paru minut nienawidzę. 
- Zostaw mnie! - krzyknęłam płaczliwie i zaczęłam biec. Nie uciekłam jednak daleko, ponieważ zostałam odwrócona za ramię. Spuściłam wzrok, aby nie patrzeć w jego niebiesko-zielone tęczówki.
- Dlaczego? Dlaczego mi nie powiedziałeś, że się z kimś spotykasz? - zapytałam płacząc coraz bardziej.
- To była Annie! Moja kuzynka z Włoch! Przeprowadziła się tu! - było mi nie wyobrażalnie głupio. Zrobiłam z siebie totalną kretynkę. A do tego... - Czemu tak zareagowałaś?
- Bo...Louis...ja-ja czuję do Ciebie coś czego sama nie umiem określić. To jest silne i słabe jednocześnie. Ja...
Przerwał mi pocałunkiem. Byłam zaskoczona, ale nie zaprzeczyłam. Potrzebowałam go. 
- Kocham Cię Rachel.
- Kocham Cię Louis.

- Rache? Idziemy? - z retrospekcji wyrwał mnie głos dziewczyny. - Musimy iść jeszcze na cmentarz.
- T-tak. Jasne. Przepraszam. - spuściłam głowę i wstałam z ławeczki. 
Codziennie coś mi się przypomina. Ciągle widzę jego twarz. 

_____________________________________________________________________
Heeej! :D
Dziękuję, jesli to czytasz! Na początek chciałabym zobaczyć czy ktoś czyta tego bloga! Komentujcie czy Wam się podoba :) Pozdrawiam i zapraszam na moje inne blogi! <3 xx.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz