sobota, 28 lutego 2015

Chapter Five

  Nawet jeśli bym chciała, to nie umiałam skupić się na literkach, które miałam przed oczami. Ból głowy ustał, jednak ja wciąż niepokiłam się o ten głos. kto to mógł być? Może  po prostu odświadomośc płata mi figle? 
Ale ta chrypka...znam ją. Jest mi znajoma. I taka realistyczna, jakby ktoś siedział w moim mózgu i tak gdyby nigdy nic mówił. A co mówił? Że nie będę szczęśliwa. Dlaczego? 
Mój chłopak wrócił - no tak jakby - i znowu mogę go spotkać, zobaczyć, pocałować. Co w tym złego i smutnego? 
Jeszcze nie wiedziałam.

Wzdrygnęłam się na sygnał powiadomienia o nowym mailu. Zdziwiona wstałam, przecież już dawno nie używam poczty elektronicznej. Wzięłam na kolana laptopa i kliknęłam na średnich rozmiarów kopertę na pulpicie, aby ją otworzyć. 
Droga Rachel, 
Tu doktor Fitz. Chciałbym wyrazić swoje gratulacje, ponieważ słyszałem o Twoich postępach w sprawie śmierci Louis'iego. Twoja matka mówiła mi, że radzisz sobie lepiej i jesz więcej. Jesteś bardzo silna. Jestem dumny. Jednakże piszę do Ciebie, gdyż dawno się już nie widzieliśmy, a Twoje karty zdrowia mają puste strony od paru miesięcy. Chciałbym, byś poinformowała rodziców o tym, iż chciałbym widzieć Cię na badaniach okresowych jutro w południe. Drogę do mojego gabinetu znasz. Mam nadzieję, że się pojawisz. 
                                                                                                                                   Pozdrawiam, Fitz.

Mimowolnie uśmiechnęłam się, bo uwielbiałam Ezrę. Zawsze miał sympatyczne podejście i nawet jego kiepskie żarty mnie rozśmieszały. Faktycznie dłużo nie byłam badana. Zamknęłam klapkę i zbiegłam na dół. 
- Mamo?! - zawołałam
- W Kuchni! - usłyszałam 
Podreptałam w tamtą stronę, żeby powiedzieć rodzicielce o moim jutrzejszym wyjściu. Pewnie będę musiała opuścić zajęcia, skoro mam być w południe.
- Dokrot Fitz napisał poprosiłmnie mailem, abym przyszła jutro na badania okresowe. Mam być przed południem, więc raczej nie pójdę na wykłady.
- Och, oczywiście. Cieszę się, że Cię zbada, dawno tam nie byłaś. - zwróciłam się do mnie przyjaźnie i kontynuowała wycieranie naczyń. - Chcesz coś zjeść? Jest już po dziewiętnastej. 
- Nie, dziękuję. Podjadałam sałatkę w pokoju. - uśmiechnęłam się.
Pokiwała tylko i odwzajemniła uśmiech. 
Wróciłam do swojego królestwa i zapominając o głosie, zaczęłam czytać. 
                                                                        ***
Dopiero teraz, dwie minuty przed północą, poczułam motyle w brzuchu. Nie bałam się już tak bardzo, jak przed pójściem na cmentarz. Uspokajało mnie to, że już widziałam Louis'ego i że jestem w swoim pokoju. Siedziałam przy zapalonej nocnej lapmce na łóżku i czekałam. Czekałam na niego, ale również na wyjaśnienia. Tak chciałam wszystko już wiedzieć...
Nagle poczułam ciarki i chłodny powiew. Coś w kącie błysło, dlatego moje serce trochę szybciej zabiło, jednakodetchnęłam, kiedy zobaczyłam po chwili Tomlinsona. Szeroko się do mnie uśmiechnął, a ja nie czekając, podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Dalej nie miałam zielonego pojęcia, jak to się dzieje, że mogę go w ogóle dotknąć, ale akurat to liczyło się najmniej. 
- Moja Rachel... - ucałował czubek mojej głowy. 
- Lou... - zaskamlałam. Właśnie zdałam sobie sprawę, że płakałam. Lecz były to łzy szczęścia.
- Już dobrze, słodka. - szepnął. - Chodż. Teraz dowiesz się o co w tym całym gównie chodzi.
Wzdrygnęłam się, ale usiadłam z nim na pościel. Chwycił moją dłoń w swoją zimną. Próbowałam ją ogrzać, jednak ona dalej taka była. 
I będzie już zawsze. 

- Słucham. - rzekłam.
- Zacznijmy od początku. Pamiętasz jak mówiłem, że nigdy nie chciałbym, żebyś przeze mnie cierpiała? - oczywiście. - Nigdy nie powiedziałem Ci o tym co robię. A wiesz co robiłem? Zabijałem ludzi. 
Rozszerzyłam oczy po ostatnim zdaniu. Jak on mógł mówić  o tym z taką...lekkością?
- C-Co? - ścisnęłam mocniej jego rękę.
- Nie miałem zamiaru narażać Cię na niebezpieczeństwo. Więc nic nie wiedziałaś. Wszystko szło dobrze, gdyby nie to, że zawaliłem pewną akcję. Wysłano mnie, żebym pozbył się kolesia, który podpadł mojemu szefowi. Gdybym tylko wiedział...
- C-co wiedział? - zająknęłam się piskliwie. Z całycn sił chciałam kodować w głowie to wszystko, ale szło mi to mizernie. Mój Louis zabójcą?
Westchnął.
- Oszukali mnie. To mnie chcieli pożegnać. Myśleli, że byłem szpiegiem. Kiedy wszedłem do jakiegoś starego magazynu, okazało się, że był tam on i cała załoga. Chciałem uciec, ale trafił prosto w aortę, anim jeszcze zdążyłem postawić pierwszy krok. 
Wybuchłam płaczem na te słowa. To była tak okropne wyobrażać sobie te rzeczy. Co zrobili niewinnemu człowiekowi. Co on robił!  
- Przepraszam, Rachel. Wiem, że jestem kompletym kretynem. Ale mam też inną sprawę. Do Ciebie. - podniósł mój podbródek. 
- Jaką? - wydukałam.
- Pamiętasz co mówiłem Ci o Stylesie? - przypomniałam sobie jego słowa na cmentarzu. 
- Tak 
- Skończył tak samo. Dlatego, że powiedziałem o tym jak przyjął łapówkę od sąsiedniego gangu. Teraz chce się zemścić. Sąd zadecydował o naszym wydaleniu. To pierwsza część jego planu. Mam przeczucie, że to nie wróży nic dobrego z jego strony, więc jak najszybciej muszę się przedostać przez sąd. A tylko ty możesz mi pomóc. 
Od tego przewracało mi się w żołądku. Jak miałam mu pomóc? Czy mam powiedzieć mu o głosie?
To nie jest dobry moment. 
- Nie wiem zupełnie jak, ale pomogę Ci Louis. - załkałam. 
Ponownie ukazał mi się jego piękny uśmiech.
- Kocham Cię, Rachel. - a potem mnie pocałował. 
   

Hej :D
Ja wiem, że to wszystko jest taaaakie pomieszane, ale spokojnie, będzie gorzej XD
Żartuję, chcę tylko powiedzieć, że wszystko stanie się niedługo jasne ;) 
Mogę prosić o komentarze?  
Zapraszam też na Illegally & I 
Love ya xx

1 komentarz:

  1. Wiesz tak patrzac z innej strony to ten blog jest troche straszny jak dla mnie ale nwm dlaczego. Rozdział super. Życze weny.

    OdpowiedzUsuń